
Napisanie powieści to jedno. Wydanie jej, to już całkiem inna sprawa. Na szczęście mamy zgrany zespół, który odbywa burze mózgów bez większych błyskawic i piorunów, choć czasem bywa mniej konwencjonalnie. Jak podczas jednej z wielu dyskusji nad ilustracjami.
Autor (do grafika): Te runy na mieczu mają nie przekraczać zbrocza…
Grafik: Czego?
Autor: ZBROCZA i mają przechodzić przez jelec…
Grafik: Przez co?
Redaktorka (triumfalnie): A mówiłam, że tego opisu miecza nikt nie zrozumie! Mówiłam!
Autor (wyciąga katanę): To jest niby japoński miecz, ale technicznie rzecz ujmując to szabla. Jak to byłby obusieczny miecz, jak w tej powieści, to tu miałby ostrze i wtedy zbrocze…
Redaktorka: Każdemu czytelnikowi z osobna też będziemy pokazywać tę katanę?
Autor: Nie, bo będzie w książce piękna ilustracja! (do grafika) Prawda, że będzie?
Grafik: Ja narysuję wszystko, co trzeba, ale jakoś łatwiej mi będzie się skoncentrować bez tego miecza w pobliżu.
(tak było, nie kłamię)
