Oj, jak już wsiadłem na konika wątpliwych sukcesów językowych, to szybko nie przerwę tego galopu.

Takie wspomnienie z Grecji 2021:

Niektórzy mówią, że szybkie wsiąkanie w różne języki to dar Ducha Świętego. Ja mówię, że to dar odwagi robienia z siebie idioty.

A zatem dzisiejsza grecka scenka sklepowa:

Poproszę chleb, jogurt…

– Ile tych pomarańczy?

I w tym momencie uświadamiam sobie, że zamiast „poproszę” (PARAKALO), powiedziałem „chleb, jogurt, pomarańcze” (psomí, giaourti, PORTOKALIA). Oczywiście udaję, że tak miało być, ale równocześnie nie mogę sobie przypomnieć, jak jest po grecku pół kilo, ani jeden kilogram…

– Dijo kila, parakalo – stwierdzam mężnie. A potem dylam do domu z siatą, wmawiając sobie, że dwa kilo pomarańczy na pewno się przyda na sok…

Dodaj komentarz