Zamiast cyklu „Z życia i pożycia” powinienem zacząć prowadzić cykl „Z życia idioty”. Przy okazji będzie w duchu Dostojewskiego XD
A więc taka sytuacja:
Oliwia: Panie Marcinie, zamówił pan książki? Bo się kończą.
Autor: Jest jeszcze pełno w magazynie.
Oliwia: Tylko po napoczętym kartonie każdego tomu.
Autor: Coooooo? To gdzie jest reszta?
Oliwia: A nie braliście dokądś?
Zła Redaktorka: Nie. U mnie jest może z 10.
Autor: Jak to? Przecież dwie palety książek nie mogły nagle wyparować! Oliwio, tam są jeszcze kartony…
Oliwia: One są puste.
Autor: Ale… [z niedowierzaniem przerzuca kartony] jak przysłali z drukarni, to dokładnie policzyliśmy… Co się mogło stać? Przecież wszystko zapisuję. [otwiera Excela] Same zobaczcie. [chwila dochodzenia] Cholera… ustawiłem zliczanie na ograniczoną liczbę wierszy.
Oliwia: To znaczy?
Autor: To znaczy, że do ogólnego rachunku nie dodawało się nic, co wklejałem od… [sprawdza] od… od kwietnia.
Zła Redaktorka: Pan naprawdę nie zauważył, że sprzedaliśmy cały ostatni nakład?
Autor: No tego… Musiałem być zamyślony…
