Ostatnio po pracy uwinąłem się z papierologią na tyle szybko, że miałem szansę zdążyć na wcześniejszy pociąg. Co prawda zamiana biletów sprawiała, że stracę promocyjną cenę, ale czymże jest nędzne 40 zł w porównaniu z byciem w domu na kolację, a nie w środku nocy. Szybko nabyłem nowy bilet, ale potem jeszcze to i tamto… a przed wyjściem wpisać zapomnianą ocenę, a po drodze przesyłkę do paczkomatu… i nagle się zorientowałem, że muszę naprawdę pobiec, żeby zdążyć. A potem, że po grypie to jednak kondycja nie ta ;))))) A potem, że i czasy, kiedy bezkarnie się biegało w wyjściowych butach dawno minęły.

Ale się nie poddałem!

DOBIEGŁEM!

Mokry, jak prosto z basenu. W stanie przedzawałowym. Z odnowioną kontuzją pękniętego paliczka proksymalnego. Z biletem droższym o 40 zyli. DOBIEGŁEM!

I wtedy się dowiedziałem, że pociąg, którym właśnie miałem jechać spóźni się tak bardzo, że przyjedzie po tym, na który miałem bilet od samego początku.

Tak więc tego… zawsze miałem łeb do interesów;)

Dodaj komentarz