Nie byłem (znowu!) przygotowany na aż taką klęskę urodzaju. Ciągle przecieram oczy po wyprawieniu w drogę połowy (!) nakładu „Chaosu”. Brak nadmiernego sprzedażowego optymizmu powiązał się nieuchronnie z deficytem kartonów do pakowania. Więc jeśli właśnie dostaliście info, że zmierza do was kocia karma, kawa albo dziwnie płaska winnica Lidla, to sorry… nie sądźcie książki po okł… po kartonie 😉

Dodaj komentarz