Historia z zeszłego tygodnia. Nic a nic nie zmyślona. To, że wypadał prima aprilis to zupełny przypadek…
Dzwonek do drzwi. Stoi z torebką świąteczną sąsiad. Taki, powiedzmy, niekoniecznie z kręgu moich ulubionych.
– Tego… wesołych świąt… – mruczy z miną cierpiętnika.
– ???
– No bo pan mi za darmo napisał tę odpowiedź na pozew… To ja… No tego…
– Ale panie, nie trzeba… – zaglądam pobieżnie do torebki.
– Trzeba, trzeba, no… wesołych… do widzenia.
– Wesołych… do widzenia.
Odstawiłem to gdzieś na bok i dopiero dziś wyjąłem i obejrzałem dokładniej tę butelkę.
Coś mi się zdaje, że jeszcze parę pisemek przyjdzie mi naskrobać XD

