Każdemu to się przytrafiły kiedyś takie drobne wpadki i wypadki. Ale wczoraj mi.
Trzeba było nagle i szybko wynieść śmieci, więc próbowałem się przemknąć cichaczem na podwórko. A kto by się w tym upale porządnie ubierał? I to tylko do śmietnika i z powrotem?
I oczywiście spotkałem wszystkich możliwych sąsiadów, listonosza, mecenasów z obu kancelarii, nawet tego gościa z pierwszego piętra, co go z 10 lat nie widziałem. A ja – arbiter elegantiarum – w rozchełstanej koszuli, rozciągniętych dresach i w laczach.
I do tego nieumalowany!
