Jak człowiek za dużo myśli o fantastycznych światach, to potem sporo tego przenosi mu się do snów. Niestety, często w postaci wykoślawionej.

Na przykład dziś śniło mi się, że miałem magiczną moc.

Ale ta moja magia była taka byle jaka. Mogłem jej trochę używać, może z raz na rok, potem musiałem czekać, aż odnowi się mana. I miałem też dwójkę znajomych, którzy całe życie marzyli o tym, żeby pojechać do Bangladeszu, lecz tam wciąż była jakaś wojna i nie mogli. A inni znajomi, którzy mieli już dość słuchania o niespełnionych marzeniach, zaczęli na mnie naciskać, żebym tamtą parę magicznie jakby zahipnotyzował, żeby im się wydawało, że już w tym Bangladeszu byli. Opierałem się, bo to był głupi pomysł. Nie po to człowiek oglądał 10 razy „Pamięć absolutną” z Arnoldem, żeby potem popełniać takie błędy. A poza tym – najprawdziwszą prawdę mówiąc – szkoda mi było tracić moc na coś tak głupiego.

W końcu jednak uległem.

Niestety, rzucając czar, przejęzyczyłem się i zamiast „BanglaDESZ” powiedziałem „BanglaDESZCZ”.

Efekt był taki, że ich całkiem pokręciło. Ona chodziła i w kółko opowiadała wszystkim niestworzone rzeczy o pobycie w nieistniejącym państwie, coś jakby w Krainie Deszczowców. A on tylko w kółko powtarzał: „bangla-bangla, bangla-bangla”.

Zatem pamiętajcie: wraz z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność.

A z gównianą mocą – gówniane skutki 😉

Karamba!

Ten post ma 2 komentarzy

  1. GK

    Panie Marcinie, Pana wpisy za każdym razem robią mi dzień. Proszę nie przestawać.

Dodaj komentarz