
Od jakiegoś czasu w kółko muszę odpowiadać na pytanie „Co się stało?”.
Miejmy to więc już za sobą. Macie 15 odpowiedzi, 1 jest prawie prawdziwa, 1 absolutnie prawdziwa, pozostałe 13: tylko wysoce prawdopodobne;)
1. podczas przygotowań do wydania „Smoczych łez” (już wkrótce!) przeszarżowałem w tresowaniu smoka,
2. marzy mi się rola Randalla Kirklanda w następnym sezonie „Stamtąd” (od biedy może być remake „Człowieka z blizną”),
3. wnerwiałem matkę, jak robiła sałatkę,
4. założyłem się, że zmieszczę w ustach 30 gwoździ i wygrałem, choć trochę jakby i przegrałem,
5. chciałem być piękniejszy, ale chirurgowi omsknął się skalpel (to już by był drugi raz wśród moich przygód medycznych XD – patrz niżej),
6. wydawało mi się, że coś tam umiem machać bronią białą, ale jakby troszkę wyszedłem z wprawy (pamięć mięśniowa też ma termin ważności),
7. wymknąłem się śmierci spod kosy, lecz trochę jednak przykosiło,
8. pokonałem wyniesioną z dzieciństwa nienawiść do wędkowania i okazało się, że jednak spinning to sport ekstremalny,
9. zabrałem kota do weterynarza o jeden raz za dużo,
10. pomyślałem, że powrót po latach do golenia brzytwą to świetny pomysł,
11. Zła Redaktorka powiedziała, że trzeba ciąć bez litości i źle zrozumiałem instrukcje,
12. usłyszałem, że pisarz powinien zostawić kawałek siebie w każdej książce i znów źle zrozumiałem instrukcje,
13. w ramach researchu przekroczyłem zalecane dawki researchu,
14. korekta III tomu okazała się bardziej agresywna niż zwykle,
15. popełniłem błąd, następnie popełniłem kilka kolejnych, żeby nie czuł się samotny.
A w związku z tym wszystkim przypomniało mi się takie medical horror-story sprzed lat:
Od razu mówię, że całkowicie, zupełnie, totalnie wymyślone. A zdjęcie to już w ogóle bez związku!
A zatem pewien koleś, nazwijmy go Panem Pacjentem, miał mały zabieg chirurgiczny. Nic poważnego, jakieś tam – powiedzmy – drobiazgi estetyczne. Sprawa niespecjalnie stresująca, w dodatku Pan Pacjent posiadał w tej kwestii pewne doświadczenie, więc się nie denerwował. Położyli go na stole, przykryli ceratką, dali znieczulenie. Panu Pacjentowi szybko zaczęło się nudzić i odpłynął gdzieś myślami. A że był też mocno zmęczony, to sobie bezczelnie zasnął.
I tu zaczyna się akcja.
Pielęgniarka: Dobrze się pan czuje?
Pan Pacjent: (śpi).
Pielęgniarka: (zaniepokojona, że pacjent może właśnie zszedł z racji uczulenia na znieczulenie czy coś) Proszę pana… Panie doktorze! Pacjent bez kontaktu!
Chirurg: (już cały w nerwach) PROSZĘ PANA!

Pan Pacjent: (na dźwięk krzyku lekarza budzi się i gwałtownie podrywa. Skalpel trzymany przez chirurga wbija mu się w głowę).
Pielęgniarka: (wrzeszczy).
Krew sika na chirurga i podłogę.
Chirurg: (kamienieje).
Pan Pacjent: Ojej… Przepraszam… (wyjmuje skalpel z głowy i podaje lekarzowi) To co, panie doktorze, chyba jeszcze parę szwów?
Chirurg: Ja pierdolę…
Kurtyna opada z hukiem.

„Ktoś, kto wszystkie nieszczęścia wykorzystuje do prozy jest niezniszczalny.” Proszę zgadnąć kto to powiedział.
Ehm… wypraszam sobie cytaty z klasyków;) A tak naprawdę to „przyda się do prozy”, to określenie Michasi Witkowskiego, więc mądrość życiowa jest pół na pół. Zatem wychodzi na to, że obaj jesteśmy półgłówkami;)
Pan to zawsze się ze wszystkiego śmieje, a ja życzę powrotu do zdrowia. I ciągle takiego poczucia humoru.
Dzięki. Jeszcze nie raz, nie dwa się pośmiejemy razem:)